Forum Terierkowo Strona Główna
Home - FAQ - Szukaj - Użytkownicy - Grupy - Galerie - Rejestracja - Profil - Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości - Zaloguj
Staffordshire Bull Terrier
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Terierkowo Strona Główna -> Rasy terierów / Terriery typu bull
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Czarna
Weteran


Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 12159
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 22:48, 13 Sty 2011    Temat postu:

super opowieść!!! czekam na ciąg dalszy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sylwia k



Dołączył: 22 Mar 2010
Posty: 189
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ok wawy

PostWysłany: Czw 22:55, 13 Sty 2011    Temat postu:

świetna opowieść Very Happy
mam nadzieję, że będzie część trzecia i czwarta i piąta!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loca
Zaangażowany


Dołączył: 22 Paź 2008
Posty: 3045
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Czw 23:08, 13 Sty 2011    Temat postu:

tak, tak czekamy na ciąg dalszy Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
teska
Zaangażowany


Dołączył: 17 Sty 2010
Posty: 1172
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Międzychód

PostWysłany: Pią 10:05, 14 Sty 2011    Temat postu:

piękne story!! ja tez czekam na ciąg dalszy!!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Ewooosiek
Zaangażowany


Dołączył: 04 Sty 2010
Posty: 3216
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Lublin

PostWysłany: Pią 12:15, 14 Sty 2011    Temat postu:

Świetna lekturka, oby jak najwięcej części Very Happy Twisted Evil
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sortis
Gość





PostWysłany: Pią 16:10, 14 Sty 2011    Temat postu:

ROZDZIAŁ TRZECI - DZIDZIA MAMA

Dzidka nam dojrzała, okolica przyzwyczaiła się, że po lesie biega taki czarny, wesoły diabełek, który zawsze leci z każdym się witać, weterynarze też przestali się jej bać... już tylko czasem, sporadycznie panowie na jej widok przyjmowali postawę piłkarza w murku przy rzucie wolnym bezpośrednim... Dzidka polubiła też bardzo samochody, jak zobaczyła jakiś otwarty, od razu pchała się do środka ... ile czasem było śmiechu kiedy układała się wygodnie gdzieś na parkingu, w cudzym, otwartym bagażniku Wink ... oczywiście musiała zwiedzić każdą posesję z otwartą furtką czy bramą, najławiej na takiej zwiedzanej posesji było ją znaleźć jeśli była tam psia buda, układała się w takiej zawsze też wygodnie, na samym środku... i żaden pies nigdy na takiej posesji nie przyjął jej wrogo Smile ...
Na spacerach ulubionym zajęciem Dzidki było noszenie patyków... patyk, delikatnie powiedziane... musiał być solidny, swoje ważyć i mieć długość najlepiej pół metra...

Na którejś z wystaw wypatrzył Dzidkę właściciel przyszłego ojca pierwszych dzidkowych dzieci, nawiasem mówiąc, także właściciel pierwszego polskiego interchampiona w tej rasie. Dzidka została pokryta półbratem, i oczekiwało się ze skojarzenia ciekawych piesków, na świat zaś przyszły same suczki Very Happy ... Staffik, mówią champion rozrodu... Całą ciążę Dzidka była traktowana normalnie, biegała, skakała, pod koniec było jej już trochę ciężko, nie ze względu na duży brzuch, bo u niej tak klasycznie, jak to u staffika, pierwszej ciąży do końca nie było wcale widać, ale miała gruczoły mleczne tak powiększone, że zrobiło jej się dosłownie takie krowie wymię Very Happy ... patrzyłam na to trochę z przerażeniem, bo się zastanawiałam ile w takim razie będzie tych szczeniaków, piętnaście?! ... raz był nieprzyjemny incydent, kiedy ją poturbował mocno amstaff, postrach wtedy okolicy. Właścicielowi psa, choć byłam mocno zdenerwowana, nie powiedziałam co o nim myślę, zasugerowałam tylko, co mógłby z tym swoim psem zrobić i gdzie powinien trzymać takiego psychola, który napada na szczenne suki... a ten pan na to: "a to suka jest? niemożliiiwe, on by suki nie ruszył" ...

Przygotowałam się do tego dzidkowego macierzyństwa jak umiałam, przeczytałam wszystkie dostępne książki, artykuły, opracowania, (a ile tam było informacji sprzecznych!), no i taka zaopatrzona w niezbędną wiedzę teoretyczną prasowałam co drugi dzień przygotowane pieluchy, przekładałam zgromadzone utensilia z miejsca na miejsce sprawdzając, po dziesięć razy dziennie, czy wszystko mam... nożyczki do pępowiny, nici dentystyczne do pępowiny, spirytus, waciki, herbata i mleko i cukier na bawarkę dla położnicy, miękkie papierowe reczniki do wycierania szczeniaków, nabyta z odpowiednim pojemnikiem elektroniczna waga do ważenia szczeniąt tez była sprawdzana, czy działa, po piętnascie razy dziennie... Dzidka miała spać w kojcu specjalnie w tym celu kupionym, przeznaczonym dla niej i szczeniąt, miała tam już spać, bo wszędzie było napisane, ze ma się zawczasu przyzwyczajać do gniazda... a ona nie chciała ... nie chciała i już ... ja ją wieczorem wpycham do kojca, zamykam, a ona hop i pierwsza na mojej poduszce... no nie chciała do kojca, nie chciała i już... dopiero jak jej tam na noc zaczęłam wkładać taką prawdziwą, prababkowską pierzynę, o! to było już coś ... pierzyna wypełnia cały kojec do górnej krawędzi, a na środeczku Dzidka, i prawie jej nie widać z tej pierzyny... dzień x coraz bliżej, ja coraz bardziej w nerwach, roztrzęsiona, przepowiadam sobie ciagle co i jak...
pępowina zawiązać obciąć - zważyć - porządnie wytrzeć - dostawić do cyca ...
pępowina zawiązać obciąć - zważyć - porządnie wytrzeć - dostawić do cyca ...
pępowina zawiązać obciąć - porządnie wytrzeć - zważyć - dostawić do cyca ...
cholera jasna, najpierw zważyć, czy najpierw wytrzeć...
taki to był wtedy mój stan emocjonalny... a Dzidka spoko...
Ależ ja się cieszyłam jak zobaczyłam te ruchy, kiedy się szczeniaki ustawiały!!! ... no dobrze... przyszedł w końcy ten dzień, właściwie noc jeszcze, Dzidka dyszy u mnie w łóżku, do kojca nie chce... no to zrobiłam miejsce dla nas obu na podłodze i tam się razem z moją pościelą przeniosłyśmy, do rana nic się nie wydarzyło, a potem... jest pierwszy szczeniak... gdzie nożyczki... gdzie nici... gdzie wszystko... szczeniak na stole... Dzidka na stole... udydoliłam małej tą pępowinę, zawiązuję nieporadnie, ważę, wycieram, Dzidka cały czas z nosem na szczeniaku... Wpycham Dzidkę do kojca... połóż się... dostawiam szczeniaka, mała zasysa... Dzidka wstaje, szczeniak odpada, ale Dzidka widać, że szczęsliwa, może się wreszcie odczepię, machnęła ozorem, moje wiązanie pępowiny poszło precz, zagryzła po swojemu, poobracała małą ozorem na wszystkie strony, wylizała dokładnie, położyła się, szczeniak po prostu pofrunął prosto do mleczarni... dobra, nie wtrącałam się więcej, kolejne szczeniaki tylko ważyłam, juz jak Dzidka kończyła je po swojemu "obrabiać". W którymś momencie sobie przypomniałam, że mam nie pozwolić jej zjeść wszystkie łożyska, udało mi się jedno jej wyrwać, dumna wrzucam do naszykowanego w tym celu wiaderka zadowolona z siebie bardzo, Dzidka pożarła i to łożysko, nawet nie zdążyło w wiaderku dolecieć do dna...
Przez pierwsze 5 dni pozwalała każdemu podchodzić do kojca, Maks z zainteresowaniem i troską oglądał wystające między prętami kojca ogonki, łapki, polizywał. Mała norwiczka, Rolka, (miała wtedy pół roku), też bardzo się interesowała tym, co się dzieje. Piątego dnia wydało mi się, że Dzidka pokazała zęby małej pakującej nos między pręty ... i trzeba było zasłonić i odgrodzić kojec tak, żeby pozostałe psy nie miały do niego dostępu... w sumie pierwsze 10 dni to było dla mnie nieustanne czuwanie przy kojcu, wyciąganie małych spod lub zza Dzidki, bo do tego sprowadza się tak naprawdę początkowa opieka człowieka nad szczeniakami bullowatych, żeby mama nie zagniotła...
Trzy dziewczynki, każda inna... Abi zawsze piewsza przy cycu, mleko nie leci? runda z wrzaskiem dookoła boiska... Dunia głodna, co, mleczarnia nie czynna? to się jeszcze tu bliziutko trochę zdrzemnę, poczekam ... Alusia nie robiła problemów, brała się od razu do roboty, i nadoiła zawsze dla wszystkich trzech...
Jedna suczka miała iść za krycie, drugi fajny dom znalazł się już w dniu narodzin szczeniąt, ja wstawiałam co tydzień zdjęcia na naszą stronkę w internecie, to trzecią wypatrzył sobie przyszły właściciel kiedy miała cztery tygodnie, i jak "dopisaliśmy się", że może ją mieć, to zaraz był telefon od koleżanki przyszłego właściciela, że przyjadą po nią jutro, (od razu jutro, z Kopenhagi! Smile ), ja, że ma dopiero 4 tygodnie, a ona na to: to kiedy mogą przyjechać najwcześniej jak to możliwe, i dawaj jej numer konta, chcą jutro płacić, żeby była ich na pewno... Bajka, po prostu bajka...
Alusia pierwsza opuściła gniazdo w wieku siedmiu tygodni, to ona poszła za krycie. Ośmiotygodniowa Dunia odjechała w objęciach swojego nowego pana, wszedł do nas do domu, wziął ją na ręce i już nie wypuścił, tego się nie da opowiedzieć... Abi była z nami aż skończyła bodaj 10 czy 12 tygodni, ale jej ludzie odwiedzali ją raz, dwa razy w tygodniu od momentu jak szczeniaki były już trochę mobilne...

cdn
Powrót do góry
sylwia k



Dołączył: 22 Mar 2010
Posty: 189
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ok wawy

PostWysłany: Pią 19:10, 14 Sty 2011    Temat postu:

świetne! bardzo mi się podoba Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
zadziorny
Administrator


Dołączył: 14 Lut 2007
Posty: 39489
Przeczytał: 6 tematów

Skąd: Rybnik

PostWysłany: Pią 19:52, 14 Sty 2011    Temat postu:

Cudne
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zebra
Weteran


Dołączył: 16 Lut 2007
Posty: 1271
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pią 22:07, 14 Sty 2011    Temat postu:

Rany bomba opowieści, najpierw popłakałam się kilka razu ze śmiechu, jak przeczytałam o pożeranym łożysku we wiadrze to tak zaczęłam sie śmiać, ze moje sucze przybiegły ze szczekaniem-co się stało, a na koniec poleciały mi łzy z rozczulenia... czekam na następne opowiesci Smile o staffikach i ich przygodach.
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Loca
Zaangażowany


Dołączył: 22 Paź 2008
Posty: 3045
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Nie 8:43, 23 Sty 2011    Temat postu:

ach... wspaniała historia, taka... życiowa, pewnie wszyscy tak się stresujemy przed psim porodem... w każdym razie widzę, że nie jestem z tym sama Very Happy

będzie ciąg dalszy? Cool
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sylwia k



Dołączył: 22 Mar 2010
Posty: 189
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: ok wawy

PostWysłany: Wto 13:21, 25 Sty 2011    Temat postu:

czekamy na kolejną część
Powrót do góry
Zobacz profil autora
nitencja
Weteran


Dołączył: 14 Lut 2007
Posty: 5592
Przeczytał: 0 tematów

Skąd: Wirek

PostWysłany: Wto 14:18, 25 Sty 2011    Temat postu:

piękne !! ja też czekam na kolejne części .
Powrót do góry
Zobacz profil autora
sortis
Gość





PostWysłany: Pon 11:27, 28 Lut 2011    Temat postu:

ROZDZIAŁ CZWARTY - MOJA BUBA

W miocie było ich sześcioro, dwóch chłopców i dziewczynki. Właściwie to od razu wiedziałam, że jeśli z nami zostanie, to tylko właśnie ona… bo najbardziej czarna, praktycznie bez żadnych białych znaczeń, tylko na szyi mała kreska, jakby maźnięcie pędzelkiem, (pręgi staffikom wychodzą niekiedy dopiero w wieku nawet i pół roku), i od razu było widać, że ma cudne kąty, ale dość delikatną głowę... Bardzo wyróżniała się z miotu, ona i Bronek, (Bronte Boy), zawsze we dwoje razem nos w nos, wszędzie pierwsze, ciągle się gdzieś skradają, wszędzie włażą, wszystkim się interesują i ciągle broją... kojec był tak ustawiony, żeby Dzidka mogła w nocy swobodnie wychodzić i wracać karmić dzieciaki, to rano trzeba było zawsze conajmniej jednego malucha szukać po mieszkaniu... Wszystkie szczeniaki z tego miotu odjeżdżając do swoich domków reagowały już pięknie na imię Buba Smile i nauczone były podstaw czystości. Szczeniaczki "załatwiają się" coraz dalej od gniazda w miarę jak stają się bardziej mobilne, jeśli więc wyprowadza się je po każdym spanku coraz dalej i dalej, to takie ośmiotygodniowe po każdym przebudzeniu same lecą już w kierunku wyjścia do ogrodu, to wcale nie jest trudne. ... Ostatni do nowego domu pojechał Bronek i urządził razem z Bubą piękną zieloną noc... zjadły w kojcu podłogę... wygryzły dziurę w wykładzinie PCW i wyciągnęły spod spodu ocieplającą karimatę z folią aluminiową, całą karimatę wyciągnęły przez tą wygryzioną dziurę i porwały na strzępy... Kiedy została z miotu już tylko jedna Buba, postanowiliśmy wreszcie wyjść sobie wieczorem, mała została zamknięta sama w kojczyku, i jakież było moje zdziwienie, kiedy po powrocie pierwszym psem, który powitał mnie w drzwiach, była Buba. Zapomniałam zamknąć kojec? ... Nie! ... No to co się stało? ... Wsadzam więc Bubę z powrotem do kojca, a ona w górę po ściance jak szczur, myk i już znowu jest przy mnie Very Happy ... no to kojec spakowaliśmy i Buba zaczyna funkcjonować normalnie z dorosłymi psami, trudno... nawiasem mówiąc Buba do dziś źle znosi wszelkie ograniczenia, zamykanie, płotki, kenneliki, to taki jej imperatyw, wyjść... wydostać się...
Kiedy miała pół roku potrafiła wyjadać z kojca maleńkim norwiczom sucharki... przesuwała ściankę kojca blisko sucharka, podnosiła nosem jedno "przęsło" i sucharek jej... zdejmowała także delikatnie ciężką kamionkową miseczkę z parapetu, chowała się z nią pod oknem za zasłoną i tam wyjadała szczenięcą karmę... też leciała za szczekającym Maksem pod płot, ale zupełnie inaczej niż kiedyś mama Dzidka, bo od razu z wielkim wrzaskiem, jej tam było wszystko jedno na co, byle poszczekać głośniej niż Maks... Uczyła się wszystkiego błyskawicznie, i tego co trzeba, i tego co nie Confused posądzałam ją wręcz chwilami już o zdolność do abstrakcyjnego myślenia... Układanie Buby szczeniaka to była bajka, u niej wszystko było takie samo przez się... i piękny ruch i statyka - toż to dla niej były rzeczy przyrodzone, więc bez żadnego przygotowania na wystawach terierów na pudle już w bejbikach, a wygrała potem i BIS szczeniąt ... dalej championaty młodzieżowy i dorosły to był przez ringi spacerek... nie było z nią żadnych w ogóle problemów do czasu aż zasmakowała w gonitwach za zwierzyną po lesie... no i okazało się jeszcze, że jest awanturnica... niby nic, niby żadnego psa nie zaczepiła Evil or Very Mad ale bardzo lubiła sprowokować i potem zastawić się zębami, a już jak jakiś pies "pierwszy zaczął" to była najszczęśliwsza w świecie... no i te wycieczki w lesie, ja tam lubię mieć wszystkie psy na odległości wzrokowej, a ona znikała z pola widzenia, bywało, że i na jakie 10 minut ... no i stąd pomysł, żeby coś z nią robić, i tak trafiłyśmy na kurs agility... i zaczęłyśmy też rzucać frisbee... na kursie agility pierwsze czego się nauczyła, to że można coś smacznego dostać nie tylko od swoich, ale też od "obcych" ludzi. Więc na naszej polance pod lasem, gdzie chodziłam z psami się bawić, zaczęła rewidować przechodzących ludzi... to po trzech dniach rano czekała już tam na nas policja... wtedy zaczęłam ze sobą na spacery nosić w kieszeni porządkowy regulamin warszawski Wink, ale na naszą polankę wróciłyśmy dopiero kiedy zrozumiała różnicę między "obcym" obcym a "obcym" znajomym Twisted Evil

cdn
Powrót do góry
zadziorny
Administrator


Dołączył: 14 Lut 2007
Posty: 39489
Przeczytał: 6 tematów

Skąd: Rybnik

PostWysłany: Pon 12:31, 28 Lut 2011    Temat postu:

Czekam na dalszy ciąg Very Happy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Czarna
Weteran


Dołączył: 14 Sty 2008
Posty: 12159
Przeczytał: 0 tematów


PostWysłany: Pon 20:31, 28 Lut 2011    Temat postu:

sortis ja bardzo MUSZĘ Ciebie poznać w realu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
opowieść cudna, a staffiki... raczej należę do tych co je obchodzą łukiem, ale Twoje czarne diabełki są wyjątkowe, super je opisujesz!
Czekam bardzo niecierpliwie na ciąg dalszy!

A może też jakieś opowieści o maleńkich norwiczach Very Happy

Ps. Nie dalej niż w weekend szukałam tych opowieści w odcinkach, ale nie umiałam znaleźć, wielkie dzięki zadziorny!
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Terierkowo Strona Główna -> Rasy terierów / Terriery typu bull Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7  Następny
Strona 6 z 7

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB
Appalachia Theme © 2002 Droshi's Island